„Nie płacz", „przecież nic się nie stało", „taki duży, a ryczy" — te zdania słyszało wiele pokoleń. Tymczasem dziecko, które uczy się nazywać emocje, lepiej radzi sobie z nimi przez całe życie. A zaczyna się to od zwykłej rozmowy.
Najpierw nazwij, potem pociesz
Zanim zaczniesz rozwiązywać problem, pomóż dziecku zrozumieć, co czuje. „Jesteś smutny, bo zabawa się skończyła" działa lepiej niż natychmiastowe „nie martw się". Nazwanie emocji odbiera jej część mocy i pokazuje dziecku, że jest rozumiane.
Emocje nie dzielą się na dobre i złe
Złość, zazdrość czy strach to naturalne uczucia — nie da się ich „wyłączyć" i nie ma sensu za nie karać. Można za to uczyć, co z nimi robić. Warto rozdzielać emocję od zachowania: „możesz być zły, ale nie wolno bić".
Praktyczne narzędzia na co dzień
- Rozmawiajcie o emocjach bohaterów książek i bajek.
- Opowiadaj też o swoich uczuciach: „jestem dziś zmęczona i trochę rozdrażniona".
- Stwórz w domu spokojny kącik do wyciszenia, a nie „karny kąt".
- Pytaj wieczorem, co było dziś miłe, a co trudne.
Słuchaj bez naprawiania
Dorośli odruchowo chcą od razu rozwiązać problem dziecka. Czasem jednak najważniejsze jest po prostu wysłuchanie i towarzyszenie. „Opowiedz mi o tym" daje więcej niż dziesięć gotowych rad.
Inteligencja emocjonalna nie bierze się ze specjalnych kursów. Rośnie w codziennych rozmowach, w których dziecko czuje, że jego uczucia są ważne i bezpieczne.